wtorek, 24 września 2013

Chapter 9.

Caroline :
Słowa Damona wbiły mnie w podłogę. Nie wiedziałam, co mam zrobić w tej sytuacji, pojawił się nie wiadomo skąd i chciał tak po prostu zabrać mnie do domu, niczym rycerz w lśniącej zbroi, jaka ironia skoro on był jedną z przyczyn, przez które wyjechałam. Zrobiło mi się słabo. Dobrze, że Stefan był tak blisko i mogłam się na nim wesprzeć. Spojrzałam w jego jasne oczy i westchnęłam.
- Jaja sobie ze mnie robisz?- Byłam wstrząśnięta.
- Nie zabierzesz Caroline, jeśli ona nie chce z tobą jechać. – Przede mną stanął Stefan był taki kochany.
- Nie będziecie jej narażać, przez wybujałe pragnienie żądzy Klausa. – Stwierdził wzruszając ramionami. – Udajesz świętego, ale chciałeś wykorzystać Caroline, aby zniszczyć Marcela.
- Nie narażałbym Caroline, jest tu, bo przy nas jest bezpieczna. A jak ty możesz ją chronić Salvatore? – Zapytał oskarżycielsko Klaus, spojrzałam na nich zaciekawiona.
- To proste, zamknę ją w swoim pokoju i nie wypuszczę dopóki to szaleństwo nie minie. A ty zasiądziesz na tronie. – Powiedział brunet z dumą. – A swoją drogą powiedziałeś już, co planujesz? Powiedziałeś, że chcesz odebrać władzę Marcelowi i zasiąść na tronie w tym pięknym mieście, po raz kolejny zawodząc jej zaufanie?
- Co? – Stanęłam teraz między Klausem a Damonem. Klaus oszalał przygwoździł Damona do ściany i wbił mu rękę w pierś, zamierzał wyrwać mu serce.
- Klaus opanuj się. – W końcu odezwał się Elijah, jednak hybryda nie posłuchał, zbliżyłam się.
- Zostaw go Klaus! – Powiedziałam rozłoszczona, wszystko przede mną ukrywał. – Puść go, albo nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – Ustąpił, puścił Salvatora a ja spojrzałam mu w oczy. Podeszłam bliżej bruneta.
- Przejdźmy się Damon. Sami! – Skinął głową. Po chwili znaleźliśmy się przed rezydencją, idąc chodnikiem.
- Po co przyjechałeś, tak naprawdę?
- Mówiłem już, zabieram cię do domu. – Przystanął i spojrzał nam nie, czułam jego przeszywający wzrok na sobie.
- Nie pojadę, chcę, aby Marcel zginął. Nie jest dobrą osobą Damon. Jest fałszywy i pcha się tam gdzie nie ma. – Wzruszyłam ramionami.  – A z resztą, co ciebie to obchodzi.
- Zachowałem się jak dupek, i przepraszam cię za to. Jestem twoim przyjacielem i ci to udowodnię, Bondi. – Czy ja się przesłyszałam Damon przeprosił? Pokiwałam głową i zaniemówiłam na chwilę.
- To prawda, ale ja nie wrócę. Jeszcze nie teraz. – Pokręciłam przecząco głową, nie usłyszałam już nic więcej. Poczułam ból i straciłam świadomość.

Klaus:
Wyszła, tak po prostu z nim wyszła. Chyba mi odbiło, powinienem wyrwać mu serce w pierwszej chwili, kiedy go zobaczyłem. Rzuciłem szklanką w płomienie. Nie było ich już chyba pół godziny, co jeśli ją przekona a moja miłość wyjedzie? Martwiłem się, nie chce znowu tego wszystkiego stracić. Usiadłem na kanapie, czekając na powrót dziewczyny.
- Wróci nie przejmuj się Niklaus. – Przerwał moje przemyślenia Elijah.
- Nie mam ochoty na moralne rozmowy, wybacz mi bracie. – Odparłem krzywiąc się.
- Damon nie robi nic bez przyczyny. – Zamyślony głos Stefana rozbrzmiał w salonie.
- Co masz na myśli Stefanie? – Elijah
- To że przyjechał po Caroline, nie bez powodu. Albo coś wie albo ma kolejny kaprys. – Podszedł powoli do okna.
- Myślicie że to Marcel, maczał w tym palce? – Zaproponował po raz kolejny mój starszy brat.
- Mówiłem żeby go lekceważyć! – Poderwałem się z miejsca.
Byłem wściekły, po co Damon się pojawił w mieście i czy to była sprawka mojego niegdyś przyjaciela, teraz wroga? Natłok myśli rozpierał moją głowę. W salonie nagle pojawił się Damon.
- Gdzie jest Caroline? – Zjawił się przed nim Stefan.
- Ktoś ją porwał! – Wysyczał brunet. Od razu przygwoździłem go do ściany.
- Coś ty narobił? – Kontynuował Stefan.
- Z Bonnie nawiązała kontakt jakaś wiedźma powiedziała, że jeśli nie zabierzemy Caroline zabiją ja. Marcel chciał żeby Klaus dostał nauczkę wilkołak, który ją ugryzł miał być ostrzeżeniem. Myślałem, że zdążę ją zabrać. – Wykrztusił z siebie Damon, wtedy puściłem go. Musiałem ją odzyskać. Zadzwonił do mnie telefon.
- Nie teraz. – Warknąłem, ale w tle usłyszałem krzyki, krzyki mojej drogiej wampirzycy.
- Czyżby?
- Marcel! Jeżeli chociaż włos spadnie jej z głowy będziesz umierał w męczarniach. – Zacisnąłem zęby. Gdybym jej nie puścił była by bezpieczna.
- Wyjedź z miasta albo mała zginie, kiedy wyjedziesz, oddam ją któremuś z braci Salvatore. Zabierz rodzinkę.
Rozłączył się. Rzuciłem telefonem a on rozpadł się na najmniejsze kawałeczki.
- Co zrobimy bracie? – Zapytał Elijah.
- Wyjeżdżamy, wracamy do Mistic Falls. Powiadom nasze rodzeństwo. Za godzinę chcę być w drodze, zniszczymy Marcela, kiedy nie będzie się tego spodziewał. – Elijah zniknął, już dzwonił do Kola i do Rebeki, zaczął pakować potrzebne rzeczy.
- Ja z Damonem zostaniemy i odzyskamy Caroline. – Kiwnął głową Stefan.
- Jeżeli coś zepsujecie to powyrywam wam serca, bez mrugnięcia okiem.
Opuściłem ich. Wyjdziemy na parę dni. Zyskam serce mojej Caroline. Chciałem po chwili nieobecności wrócić i zatruć go jadem wilkołaka, będzie cierpiał, zajmę swoje miejsce, a Caroline będzie moja na wieki. Pomimo trudnej sytuacji uśmiechnąłem się.

Caroline:
Obudziłam się, w jakimś lochu. Byłam związana sznurami nasączonymi werbeną, w powietrzu unosił się jej zapach. To było straszne uczucie. Wszystko mnie bolało, paliło. O co tu chodziło czy to Damon? Kto mnie porwał?
- Jest tu ktoś? – Wydusiłam z siebie kaszląc i krztusząc się.
- Dzień dobry kochanie? Już wstałaś? – Zaśmiał się ciemnoskóry mężczyzna.
- Czego chcesz, ode mnie. – Musiałam mówić cicho, nie miałam prawie siły, a do tego werbena wokół mnie.
- Od ciebie nic. – Wbił kołek w moją nogę, a ja krzyknęłam. Usłyszałam rozmowę z Klausem. Nie mogłam w to uwierzyć moje życie w jego rękach, ale czy zrezygnuje z władzy tylko dlatego, że mogę zginąć? Tego nie mogłam być pewna. Po kilku minutach wampir dostał wiadomość uśmiechnął się szeroko.
- Widzisz słoneczko niedługo będziesz wolna. – Podszedł do mnie i pogłaskał mnie po policzku. Od razu odwróciłam głowę.
- Idź do diabła. – Wysyczałam a on uderzył mnie w twarz. Bolało jak cholera, nie chciałam tego okazać.
- Mogłabyś być moją królową, ale ty jesteś na to zbyt dumna. – Stwierdził siadając naprzeciw mnie, bawił się kołkiem.
- Nie mogę na ciebie patrzeć. Wolałabym sprzedać duszę diabłu niż być blisko ciebie. – Uniosłam głowę aby spojrzeć mu w oczy, był zły.
- Taka słaba a taka pyskata, uważaj, bo ktoś utnie ci ten niewyparzony język. – Wbił kołek w moją drugą nogę, ból przeszył moje ciało po raz kolejny. Wyciągnął kołek, nasączył go werbeną i wbił mi w brzuch. Skręcałam się z bólu na tyle ile pozwalały mi sznury, krzyczałam. Łzy same napływały mi do oczu. Marcel wyszedł z lochu. Słabłam z minuty na minutę. Cierpienie zdawało się nie mieć końca. Traciłam nadzieję na ocalenie. Straciłam przytomność po raz kolejny. Obudził mnie ból rozcinanej skóry, tym razem byłam przypięta do ściany jakimiś łańcuchami. Jeden ze sługusów mojego oprawcy rozcinał mi skórę, chcieli spuścić ze mnie krew. Nie miałam siły się bronić. Krew spływała ze mnie, byłam w samej bieliźnie. Nagle wampir wyszedł z lochu a do środka wszedł Damon. Od razu mnie rozkuł i wziął na ręcę, okrył swoją kurtką.
- Stefan czeka w samochodzie, zabieramy cię do domu. – Skinęłam głową.
Wpakował mnie do tyłu a sam usiadł koło mnie, kładąc moją głowę na swoim torsie. Nie miałam siły mówić, jedynie kaszlałam.
- Zabijemy tego gnoja Barbie obiecuje ci. – Spojrzałam mu w oczy a po policzku spłynęła mi łza.
- Damon ona musi się pożywić. – Usłyszałam głos Stefana.
- Wiem. Przyprowadź kogoś tutaj.
- Nie – szepnęłam. – Wytrzymam.
- Zgłupiałaś, chcesz umrzeć? – Odwrócił się i popatrzył na mnie ten widok go bolał widziałam to w jego oczach. Damon nie mógł tego znieść, zostawił nas w samochodzie. Po chwili wrócił z chłopakiem.
- Nie uciekniesz i niczego nie będziesz pamiętać. Podasz jej swoją krew. Zauroczył go.Nadgryzł jego nadgarstek i wepchnął do samochodu. Nie mogłam się powstrzymać, wgryzłam się i w jego nadgarstek. Krew była ciepła. Piłam ją po raz drugi, krew prosto z żyły. Od razu poczułam się lepiej poczułam jak wracam do żywych. Nie mogłam przestać widziałam jak uchodzi z niego życie. Odepchnęłam go aż wypadł. Damon sprawdził czy żyje i odjechaliśmy.
- Przepraszam, powinienem był cię pilnować lepiej – Rzekł Damon.
- Nie szkodzi to nie twoja wina – Popatrzyłam mu w oczy.
- Wracamy do Mistic Falls. Pierwsi też tam pojechali. – Wytłumaczył mi Stefan.
- Macie moje rzeczy? – Spojrzałam na braci.
- Nie sądziłem, że aż tak daleko się posunie, Klaus zabrał nasze rzeczy i nasz samochód. – Rozejrzałam się no tak, jechaliśmy samochodem starszego Salvatore. Stefan ściągnął koszulę i dał mi, od razu ją założyłam, kurtkę Damona przewiązałam sobie wokół talii. Oparłam się o ramię bruneta i po chwili zasnęłam. Obudził mnie Stefan.
- Jesteśmy.
Damon wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Był tam tylko Klaus i Elijah.
- Caroline! – obaj się poderwali a Damon mnie postawił.
- nie teraz chce się wykąpać i odpocząć. – Spojrzałam na wszystkich.
- Twój pokój dalej na ciebie czeka. – Wskazał na schody Stefan . Poszłam od razu do pokoju. Były tam moje stare rzeczy.

Klaus:
Kiedy ją moje serce ścisnął ból. Wyglądała jakby pozbawiono ją radości. Całe życie z niej uszło, być może to tylko zmęczenie, ale przeszła zbyt dużo. I to przeze mnie. Nie wiedziałem jak to sobie wybaczę ani jak spojrzę w jej oczy.
- Co tam się stało właściwie? – Zapytał mój brat, spojrzałem na braci.
- Przeszła koszmar – Powiedział Stefan
- Przeszła przez rzeźnie, była cała pocięta, właściwie spuścili z niej krew, i do tego trzymali ja w werbenie. – Damon był wściekły tak samo jak każdy z nas.
- Nie będziemy przeszkadzać, Caroline musi dość do siebie sama. Najważniejsze, że żyje. – Podsumował Elijah.
- Myślę, że lepiej będzie jak wrócimy do domu. – Skierowałem Siudo wyjścia a brat zaraz za mną. – Mam nadzieję że tu będzie bezpieczna.

- Z nami na pewno. – Prychnął Damon. Normalnie złamałbym mu za to kark, ale nie pora wywoływać następną awanturę. Najważniejszy był spokój Caroline. Ona była całym moim światem i to na jej bezpieczeństwu mi zależy. Przez mój egoizm ucierpiała. Ostatni raz umieściłem ją w niebezpieczeństwie. Mogą mnie mieć za zakochanego dupka, ale już mi nie zależało, wszystko dla tej młodej wampirzycy.

                                                                                                         
Łapcie następny rozdział. 
Myślę że nowy pojawi się na koniec tygodnia. Czekam na komentarze.

poniedziałek, 23 września 2013

Chapter 8.

Caroline:
Wyszłam na ogród musiałam zaczerpnąć powietrza nie dość, że Marcel ten idiota targnął się na moje życie to teraz miałam jeszcze mieszkać z pierwszymi. Nie tak sobie zaplanowałam te wakacje. Usiadłam na marmurowych schodach podciągając nogi pod brodę. To miał być idealny czas, miałam się bawić, niczym się nie przejmować a przede wszystkim zapomnieć o niepowodzeniach, jakie mnie spotkały. Tym czasem zagrażał mi wampir z manią wielkości. Uśmiechnęłam się do siebie to wszystko zdawało się być tak tragiczne, że aż śmieszne. Utknęłam w miejscu, oczywiście mogłabym się poddać i wrócić do domu, ale nie tym razem. Koniec z wieczną ofiarą Caroline, tym razem pomogę i na pewno nie, jako wabik na potwora.
- O czym myślisz tak zawzięcie, kochana? – Ten brytyjski akcent zawsze przyprawiał mnie o dreszcze.
- O tym, że chce jak najszybciej pozbyć się Marcela i wrócić do beztroskich wakacji.  – Obróciłam się i spojrzałam mu w oczy. – Tylko nie myśl, że będę potulnie siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Nie jestem w więzieniu.
- Gdy będziesz wychodzić ktoś z nas zawsze będzie ci towarzyszył, sama nie pójdziesz nigdzie. – Klaus powiedział to z pewnością w głosie, brzmiało to jak rozkaz.
- Nie! – Powiedziałam stając na równych nogach. – Potrafię się sama o siebie troszczyć nie potrzebuje ochroniarzy!
- Dobrze, więc. Pokaż mi. – Uśmiechnął się, co wyglądało dość podejrzliwie.
- Co? Jak ci mam pokazać? Wiem co mówię. – Mężczyzna wyciągnął mnie na środek trawnika, patrzyłam na niego pytająco. 
- Zaatakuj mnie. Pokaż, jaka jesteś silna.
- Nie będę się wygłupiać! Nie zaatakuje cię.- Byłam zirytowana, czego on chciał. Wiem, że jestem silna nie musiałam mu tego udowadniać.
- A może, dlatego że się boisz? Jesteś bezbronna jak dziecko. Nie potrafisz się bronić. – Stwierdził. Zdenerwowało mnie to, chciałam go spoliczkować, ale on chwycił moją rękę. Byłam wkurzona, wyrwałam się i odepchnęłam go na dobre kilka centymetrów.
- Odczep się. – Powiedziałam.
- Jesteś zła, bo widzisz, że nie potrafisz się bronić.
Niemalże naskoczyłam na niego wysuwając kły. Krew we mnie wrzała. Nik nawet nie drgnął. Każdy mój atak odpychał a ja miałam problem z opanowaniem równowagi. Widziałam jego uśmiech, taki triumfalny. Kolejne ataki odpychał aż w końcu przyciągnął mnie do siebie a nasze ciała się stykały.

Klaus:
Robiłem to dla jej dobra. Złość wyzwoli w niej siłę do walki. Jak na wampirzyce nie walczyła dobrze zawsze ktoś robił to za nią. Tu nie była jednak bezpieczna, musiała się w końcu tego nauczyć. Przyciągnąłem ją do siebie. Dzieliły nas dokładnie milimetry, widziałem każdy rys jej twarzy. Jej słodki zapach był tak blisko.
- Pozwól siebie chronić. – Powiedziałem.
- Nie chce twojej pomocy. – Nie zdziwiły mnie jej słowa. Od pewnego czasu obserwowali nasz moi bracia i Stefan. Caroline ich chyba nie zauważyła.
- Nie możesz być roztrzepana twoje ruchy muszą być przemyślane i stanowcze.

- Klaus pozwól, że ja jej pokaże. Twoje zauroczenie nie pozwala jej pokazać prawdziwej walki. Ja nie mam z tym problemu. – Zaproponował Kol.
- Spadaj Kol. – Wyrwała się Blondynka.
- Dobrze bracie. – Zamieniłem się z nim miejscami. Razem z Elijahem i Stefanem obserwowaliśmy ich bacznie. Mój brat prowokował ją. Cały czas docinał, a moja ukochana za każdym razem była odepchnięta o kilka metrów.
- Myślicie, że to coś da? – Zapytał Salvatore.
- Nie zaszkodzi – Odezwał się najstarszy z moich braci.
- Poczekajmy jeszcze trochę, jest silna przełamie się. – Stwierdziłem nie spuszczając wzroku z wampirzycy. Kolejne próby dostania się do Kola skończyły się tak samo, Kol rzucił ją na drzewo, na szczęście chwyciła się.
- Caroline jesteś tylko piękna, czy też, choć trochę inteligentna. – Rzucił od niechcenia Kol a dziewczyna zniknęła. Rozejrzałem się po ogrodzie nigdzie jej nie było. Uciekła? Może przegiął mój brat i dlatego zniknęła. Po chwili obaczyłem jak jest z tyłu Kola i wbija mu kawałek jakieś gałęzi. Uśmiechnąłem się. Teraz wiedziałem, że będzie umiała o siebie zadbać. Zrobiła się jaśniejsza, jakby pewniejsza siebie. Wymieniłem spojrzenie z moimi braćmi i przyjacielem. Wróciłem wzrokiem na złotowłosą piękność.

Caroline:
Nienawidziłam być do czegoś zmuszana, a oni właśnie mnie zmusili do odkrycia mojej dzikiej natury. Ukryłam ją odcinałam się od niej jak tylko mogłam, a pierwsi wyzwolili ją we mnie. Tak się bałam że nie będę umiała jej pohamować, że znowu kogoś zabije.
- Jesteście zadowoleni? – Powiedziałam patrząc na każdego po kolei, tylko Stefana mina wyrażała zmartwienie. Pierwotni cieszyli się, co ich obchodziło to czy potrafię się bronić czy nie.
- W końcu uwolniłaś swoją naturę Caroline, teraz możemy być o ciebie spokojniejsi. Nie wszystkim udaje powalić się Kola na kolana. – Rzekł ze spokojem Elijah.
- Zaprowadzę cię do twojego pokoju. – Wskazał mi dłonią Klaus. Poszłam za nim posłusznie nie chciało mi się dyskutować. Zauważyłam jedynie uśmiech Kola. Weszliśmy do pokoju. Był ogromny i utrzymany w klasycznym stylu. Ciemne meble, jasne tapety wszystko ze sobą współgrało. Byłam pod wrażeniem. Hybryda pokazał mi łazienkę, była równie piękna, co reszta domy, jasna i duża. Spojrzałam na niego.
- Chciałabym odpocząć i wykąpać się. – Starałam się unikać jego wzroku, nie mogłam znieść widoku jego niebieskich oczu.
- Rozumiem, czy możemy jednak chwilę porozmawiać? – Zapytał, uśmiechając się.
- Nie mam ochoty, po raz kolejny mnie zmanipulowałeś dzisiaj. Jestem zła na ciebie, więc proszę wyjdź. – Wskazałam dłonią na drzwi. Wyszedł posłusznie, ale był zawiedziony, trudno. Nie przejmowałam się, sam był sobie winny i nie chciałam tego ukrywać. Zauważyłam ubrania, które leżały na łóżku. Była na nich karteczka z napisem Rebekah. Przyniosła mi rzeczy, to było miłe z jej strony. Wzięłam je i poszłam do łazienki wziąć długą relaksującą kąpiel.

Klaus:
Zszedłem do salonu, jej słowa dotknęły mnie, i to boleśnie. To, co robiłem, robiłem dla jej, pragnąłem tylko jej bezpieczeństwa. Kiedy Caroline to zrozumie nasza przyjaźń wróci, a później wkradnę się do jej serca. Nalałem sobie whisky i usiadłem obok Stefana.
- Nie powinniście jej zmuszać do wykorzystywania siły. – Zaczął rozmowę Salvatore.
- To wyjdzie jej na dobre, jej siła jest duża jak na tak młodego wampira. Trzeba to pielęgnować. – Napiłem się złotego płynu.
- To prawda bracie, jeszcze tak silnego wampira i młodego nie spotkałem, musiała być wściekła. – Przyszedł Kol. – Idę się zabawić.
- Baw się dobrze bracie. – Skinąłem głową, unosząc szklankę z alkoholem. Zniknął.
- Pojadę po rzeczy Caroline i moje. – Poderwał się Stefan, podszedł do niego Elijah.
- Pojadę z tobą. – Powiedział podchodząc do drzwi.
- Uważajcie na siebie. – Po chwili już zostałem sam.
Siedziałem na kanapie, popijając różne trunki i patrząc się w płomienie ognia. Poszedłem do pracowni, pragnąłem rysować. To był wizerunek Caroline, od długiego czasu nie potrafiłem tworzyć nic innego poza jej wizerunkiem. To musiała być miłość. Jest moją największą słabością, i to ona daje mi tak wiele siły. Kiedy jest blisko potrafię poradzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami. Jedna mała wampirzyca, która zmieniła takiego potwora jak ja. Usłyszałem delikatne kroki, to ona. Po cichu wyszedłem z pracowni. Spacerowała i oglądała moje prace, które wisiały w korytarzu. Była taka skupiona, taka piękna. Podszedłem do niej od tyłu, powoli kładąc dłonie na jej biodrach. Zadrżała.
- Jak ci się podobają obrazy? – Zapytałem. Blondynka nie drgnęła.
- Są cudowne, jest w nich samotność, smutek. Ale też jest nadzieja na odnalezienie szczęścia i zaznanie spokoju. To twoje obrazy prawda?
- Tak. – Nie wiedziałem, co robię odwróciłem ją przodem do siebie obejmując ją w talii. – Caroline jesteś moją największą słabością. – Nie czekałem, złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

Caroline:
Zaniemówiłam, poczułam jego usta na swoich. Poczułam jak mój pancerz ochronny pękał, ale nie mogłam dać się uwieźć. Chciałam zatopić się w pocałunku, pozwolić sobie na więcej, ale nie potrafiłam. Na pewno jeszcze nie teraz. Odepchnęłam go od siebie.
- Muszę wyjść przepraszam. – Wybiegłam na ogród. Wzięłam głęboki oddech zaczęłam się trząść, miałam ochotę się rozpłakać, zacisnęłam zęby zaczęłam spacerować. Nie chciałam wracać do środka. Nie mogłabym spojrzeć w oczy Klausa, nie celowo zadałam mu ból tym razem, nie umiałam zaufać po raz kolejny. Bałam się. Minęło chyba kilka godzin a ja po prostu stałam na ogrodzie, odłączona od całego świata. Zrobiło się ciemno i dopiero wtedy skierowałam się do domu. Poczułam mocne szarpnięcie w tył, bez namysły chwyciłam napastnika za przedramię, przerzuciłam przez ramię powalając na ziemię. To był Damon.
Wyminęłam go i wpadłam do salonu, a on zaraz za mną. W salonie był już Stefan, Klaus i Elijah. Stanęłam przy moim przyjacielu.
- No proszę Damon Salvatore. – Klasnął w dłonie Klaus.
- Co tu robisz Damon?- Zapytał Steff
- Przyjechałem po Caroline! – Odparł stanowczo.

- Co?  - Powiedzieliśmy prawie chórem. Spojrzałam w oczy przybysza zaszokowana. On uniósł kącik ust w uśmiechu. 


                                                                                                
Kolejny rozdział do waszej oceny. Osobiście nie jestem z niego dumna. Czekam na komentarze.
Ps. Następny rozdział postaram się napisać i wstawić w ciągu tygodnia, najpóźniej będzie we wtorek w następnym tygodniu :)