piątek, 4 października 2013

Chapter 11.

Caroline:

Obudziłam się, z delikatnym bólem głowy. Znowu się załatwiłam na amen. Wampirzyca z kacem do tego to chyba tylko ja byłam zdolna. Ale zaraz, zaraz nie leżałam na poduszkach i nie w swoim pokoju. Otworzyłam oczy i spojrzałam do góry, nad sobą widziałam uśmiechniętą twarz Damona. Powoli podniosłam się i spojrzałam na niego.
- Dzień dobry słoneczko. Nareszcie się obudziłaś. – Powiedział spokojnym głosem.
- Która jest godzina? – Zapytałam ziewając.
- Dochodzi 12, zasnęliśmy wszyscy nawet Stefan spał na fotelu. Wypiliśmy chyba cały alkohol, swoją drogą masz niezły spust dziewczyno. – Zaśmiał się brunet wstając. Rzuciłam w niego poduszką.
- Gdzie Stefan? – Zapytałam puszczając jego uwagę mimo uszu.
- Poszedł po zapasy krwi do szpitala. – Odpowiedział. Wstałam kierując się do góry.
- Idę się wykąpać. – Powiedziałam Damonowi.
- Jakbyś potrzebowała pomocnej dłoni do umycia pleców, wołaj jestem w pobliżu. – Zaśmiałam się i spojrzałam na niego.
- Dzięki, jednak poradzę sobie. – Zrobił tylko smutną minę, a ja poszłam do siebie.
Włączyłam muzykę prawie na cały regulator, otworzyłam drzwi do łazienki, napuściłam wodę do wanny, rozebrałam się i wzięłam długą relaksującą kąpiel. Czułam ze już nic mi się złego nie stanie. Wszystko układało się idealnie. Byłam dumna, że wyjaśniłam sobie wszystko z Klausem i z Damonem. W końcu miałam czas dla siebie, i dla moich szalonych przyjaciółek. W wannie spędziłam chyba godzinę. Ubrałam się w delikatną i zwiewną sukienkę, zrobiłam delikatny makijaż. Wróciłam do pokoju i wyłączyłam muzykę. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Jakiś nieznajomy numer przysłał mi mms`a. Kiedy zobaczyłam zdjęcia, normalnie zdębiałam. To byłam ja, wczoraj w Grillu nawet dzisiaj w łazience, kiedy byłam we wannie i się malowałam, gdy się rozbierałam. Co to ma być do cholery pomyślałam, byłam zdenerwowana. Pomyślałam wtedy o Damonie, może to jego wygłupy. W wampirzym tempie znalazłam się w salonie, Stefan też już był na miejscu.
- Co ty sobie myślisz do cholery?! – Wykrzyczałam patrząc na Damona. Oboje ze Stefanem spojrzeli na mnie zmieszani.
- Nie wiem, o co ci chodzi. – Powiedział całkiem poważnie brunet.
- Jasne nie wiesz?! Bo zawsze jesteś niewinny ?
- Zawsze nie, ale teraz tak. – Odpowiedział cwaniacko.
- Caroline, co się stało? – Zaczął spokojnie Stefan, podałam mu telefon.
- Zobaczcie na mms`y. Dostałam dosłownie chwile temu. – Usiadłam załamana na kanapie. Przeglądali telefon w skupieniu.
- Kto ci to przysłał? –Zapytał, Steff.
- Gdybym wiedziała, kto to nie ze świrowałabym i nie napadła na twojego brata. – Wzruszyłam ramionami, czułam jak gotuję się od środka.
- Te zdjęcia robił ktoś z pokoju Caroline. – Stwierdził Damon. – Wiedzielibyśmy, kto. Ale nic nie słyszeliśmy, bo… - Przerwał Damon i pozwolił dokończyć bratu.
- Bo Caroline włączyła muzykę. –Kontynuował. Uderzyłam się w głowę, ze złości. – Spokojnie Caroline, on tylko czekał na taką okazję. Przynajmniej teraz wiemy, że nie możesz być sama.
- Świetnie od razu zamknę się w piwnicy. – Wzruszyłam ramionami.

Damon:
Spojrzeliśmy na siebie ze Stefanem porozumiewawczo. Wiedział, że musi pójść do Klausa i opowiedzieć mu, co się dzisiaj stało. On lepiej się z nim dogadywał, w napadzie wściekłości nie wyrwie mu serca. A ja i Klaus byliśmy zbyt impulsywni, to chyba jedyna cecha, która nas łączyła.
- Nie dajmy się zwariować. Będziemy przez cały czas z tobą. Pamiętasz jesteśmy przyjaciółmi. Razem przez to przejdziemy. – Rzucił Stefan, po czym on też dostał wiadomość. Spojrzałem na niego. Zabrałem mu telefon i przeczytałem: Wasza przyjaciółeczka nie jest bezpieczna. Gdybym chciał ją zabić zrobiłbym to dzisiaj. Przy okazji świetnie wygląda nago? Nieprawdaż?
Musiałem udawać, że wszystko jest Ok.
- Coś się stało? Zbladliście.  –Zauważyła Caroline.
- Nic takiego. – Westchnął Stefan nie umiał kłamać.
- Wiesz kochana… To takie męskie sprawy. – Kłamałem jak z nut, Stefan wysilił się na uśmiech.
 - Dobrze, nie wnikam.  – Dziewczyna podniosła ręce w geście obronnym. Wzięła telefon do ręki i zaczęła dzwonić gdzieś.
- Dokąd dzwonisz? – Zapytałem zaciekawiony.
- Jak kto gdzie? Pod ten numer. – Westchnęła, po czym odłożyła komórkę na stolik. Wiedziałem, że muszę zabrać ją gdzieś, żeby nie wypytywała Steffa, dokąd idzie. Postanowiłem zabrać ją do Grilla. Połączymy przyjemne z pożytecznym.
- Numer poza zasięgiem lub ma wyłączony telefon. – Dodała.
- Chodź Barbie zbieramy się. – Rzuciłem podając jej kurtkę.
- Nigdzie nie idę.
- No ruszaj się, nie będziemy siedzieć i zamartwiać się w domu. Poza tym, jeśli ktoś chce cię zaatakować nie ułatwimy mu tego czekaniem. – Wzruszyłem ramionami.
- To dobry pomysł. – Chociaż raz wsparł mnie brat. – Idźcie a ja się ogarnę i złapie was później.
Blondynka nie chętnie wstała. Już po chwili wyszliśmy z pensjonatu. Wpakowałem ją do samochodu i ruszyliśmy w stronę knajpy. Całą drogę milczeliśmy, słuchaliśmy muzyki, Caroline lubiła dobrego starego rocka, zupełnie tak jak ja.
W środku pubu nie było prawie nikogo, tylko kilka mieszczańskich nie groźnych pijaczków i przejezdni. Usiedliśmy przy barze zamawiając whisky.

Klaus:
W dalszym ciągu Kol pilnował Marcela, nie szykował Siudo wyjazdu, przynajmniej nie w przeciągu najbliższych dni. Mogliśmy, więc odetchnąć z ulgą. Moja słodka Caroline była bezpieczna. Mogłem w końcu zabrać sięga kradzież jej serca. Z tego, co wiem zbliżały się jej kolejne urodziny i dlatego postanowiłem urządzić bal z tej okazji. Przyjęcie niespodziankę. Wiem, że to było głupie, ale dla tej wampirzycy mógłbym zrobić wszystko. Przez słabość do niej, znudziło mi się prowadzenie życia bezlitosnego potwora, chciałem mieć przyjaciół i rodzinę tak jak kiedyś. Jak zawsze planowałem. Bez mieszańców i krwi po prostu życie. Może byłem naiwny, mogłem rządzić światem mieć wszystko, ale ja głupi chce jedynie tej drobnej blondynki i jej szczęścia. Ktoś zapukał do drzwi, Elijah otworzył. Po kilku sekundach wszedł do mnie ze Stefanem.
- Witaj przyjacielu czy coś się stało? – Uśmiechnąłem się i zapytałem.
- Mamy problem. – Był chyba zdenerwowany.
- Co się stało? – Jak zwykle z powagą zapytał Elijah.
Wampir pokazał nam sms`a, a potem zdjęcia, jakie dostała Caroline. Wściekłem się, przecież w Nowym Orleanie wszystko jest w porządku. Kol pilnował wszystkiego. Kto nęka moją miłość? Czego może od niej chcieć? Próbowałem się uspokoić. Chciałem obrócić wszystko i wszystkich dookoła w pył.
- Gdzie ona teraz jest? – Zapytałem wściekły.
- W Grillu, z Damonem. – Odpowiedział posłusznie.
- Zabierzcie ją do domu, my sprawdzimy z Klausem okolice, jeśli na kogoś trafimy przyprowadzimy go. – Zaproponował Elijah.
- Albo zabijemy go na miejscu. – Stwierdziłem.
Stefan tylko kiwnął głową, kiedy już zbieraliśmy Siudo wyjścia rozbrzmiał jego telefon. Pobladł momentalnie. Oddał mi telefon. Zdjęcia Caroline z Damonem, z dopiskiem: Nie trzeba było iść z tym do Klausa. Tego było za wiele. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem z piskiem opon. Po może 20 minutach dojechaliśmy na miejsce. Wszystko trwało tak długo przez jazdę w zatłoczonym mieście. W trójkę wparowaliśmy do Grilla, gdzie siedział sam Damon.
- Gdzie jest Caroline? – Zawarczałem.
- No wiesz. – Skrzywił się. – Wyszła na chwilę z Tylerem niemal ją błagał o to.
- Jeśli coś się jej stanie, ty i ten dupek odpowiecie za to. – Miałem ochotę skręcić mu kark, jednak on był nieświadomy.
- To Tyler wysyłał te wszystkie wiadomości. – Stefan dał mu telefon.
- O Cholera. Skąd miałem wiedzieć? – Odwarknął.
- Gdzie oni są? – Wykrztusił Elijah.
Damon natychmiast wstał i zaprowadził nas na tyły lokalu. Nikogo tam nie było. Usłyszeliśmy jakieś głosy gdzieś w oddali. Krzyki mojej Caroline. W wampirzym tempie znaleźliśmy się tam. Tyler wysysał z niej krew. Odbiło mu. Już był trupem. Kiedy nas zobaczył zaczął uciekać.
- Zabierzcie ją do domu. – Krzyknąłem do Braci Salvatore, oni posłusznie to zrobili.
Ja z Elijahem, pobiegliśmy za młodym hybrydą. Szukaliśmy go, zwodził nas. Uciekały cenne minuty. Życie Caroline było zagrożone. W końcu Elijah Dopadł go i powalił na ziemie. Stanąłem nad nim.
- Jak mogłeś to zrobić? – Zapytałem.
- Kochałem ją, a tym mnie skazałeś na banicję, odebrałeś mi rodzinę. Zabrałeś mi dziewczynę, którą kocham. Przestała mnie kochać to mi powiedziała. To wszystko twoja wina. Skoro nie może byś ze mną nie będzie z nikim. – Wykrzyczał mi to w twarz Tyler. W ułamku sekundy wyrwałem mu serce. Sam był Sobie winien, napawałem się tym, że pozbyłem się tak marnego robaka, z tego świata, chociaż uświadomił mnie, że to ja go tego popchnąłem.
- Klaus! Caroline, nie zostało jej dużo czasu. – Upomniał mnie brunet i oboje popędziliśmy do Pensjonatu.

Stefan:
Zabraliśmy Caroline do domu. W jednej chwili była nieprzytomna a w drugiej, krzyczała, wiła się z bólu. Straciła dużo krwi, więc jad się rozprzestrzeniał w przerażającym tempie. Ułożyłem ją na kanapie, przykryłem kocami. Nie mogłem znieść jej cierpienia. Damon też nie mógł patrzeć poszedł po krew, jednak wampirzyca wszystko zwracała. Cierpiała, łzy płynęły po jej policzkach.
- Damon proszę, zabij mnie. – Mamrotała krzycząc przy tym z bólu. – Stefan pomóż mi. Zabijcie mnie. – Krzyknęła.
Damon usiadł i gładził głowę dziewczyny.
- Nie możemy tego zrobić. Jesteś naszą Blondie.- Odpowiedział jej.
- I tak niedługo umrę. – Wysyczała. Zaczęła dusić się i kaszleć. Nie mogłem na to patrzeć ani tego słuchać. Odwróciłem się plecami. Mój starszy brat, trzymał ją za rękę, ale też uciekał wzrokiem. Nagle wszystko ustało, Caroline albo zemdlała albo umarła. Podbiegłem do nich.
- Caroline, Caroline obudź się. – Krzyczałem.
Do salonu wbiegli Elijah i Klaus. Damon zszedł mu z miejsca a on nadgryzł nadgarstek i podał krew dziewczynie, spojrzał na nas ze łzami w oczach.
- Nie chce pić. – Powiedział.
- Spróbuj jeszcze raz. – Powiedziałem.
Zrobił to samo, tym razem Caroline wysunęła zęby i piła, kolor zaczął do niej wracać. Odetchnęliśmy z ulgą.  Po chwili złapała oddech i zaczęła oddychać. Klaus wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.
- Co z Tylerem? – Zapytałem.
- Nie żyje. – Odpowiedział Elijah.
- Wiecie, co będzie najgorsze? – Zapytał Damon.
- Co? – Odpowiedziałem.
- Że kiedy Caroline, otrząśnie się i dowie się o tym to będzie cierpiała. Bo widziała w nim tylko te dobre cechy i ciągle kochała sentyment do niego. – Odpowiedział Pierwotny.
- Właśnie to. – Skinął palcem mój brat.

Klaus:
Zaniosłem pół przytomną wampirzyce do jej sypialni. Po raz kolejny przeszła koszmar przeze mnie. To, że robi lepsza osobę ze mnie, nie oznacza, że ja jestem dla niej lepszym rozwiązaniem. Powinienem był odejść, ale jestem za dużym egoistą. Nie mogę być samolubny wobec niej. Gdybyśmy dłużej szukali Tylera była by już martwa. Ocaliłem ją w ostatniej chwili. Kolejnego razu może nie przeżyć. Zasnęła w swoim łóżku. Wyglądała jak anioł, który zstąpił na ziemię, żeby ocalić mnie od wiecznej udręki. Kiedy chciałem odejść chwyciła mnie za rękę.
- Dziękuję. – Wyszeptała, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie miała sił.
- Spokojnie kochana, porozmawiamy jutro. Teraz musisz odpocząć. Nabrać sił. Śpij moja słodka Caroline. – Ona już spała, pocałowałem ją w czoło. Wyszedłem po cichu. Wróciłem do salonu.
- Zasnęła.
- Nie ma, co się dziwić. – Rzekł Damon. Nie zareagowałem, nie chciałem awantury.
- Musimy jej powiedzieć, co się stało z Tylerem. – Wspomniał mój brat, skrzywiłem się na samo jego wspomnienie.
- Jutro to zrobię, niech odpocznie. – Wzruszyłem ramionami, bezradny.
- Znienawidzi cię. – Trafne spostrzeżenie Stefana. Miał rację.
- Wiem o tym. Już raz mnie nienawidziła, poradzę sobie również z tym. 



                                                                                                  
No i moi drodzy kolejny rozdział. Czekam na komentarze, to one najbardziej napędzają do pisania. 

Przy okazji zapraszam na mój drugi blog... 

wtorek, 1 października 2013

Chapter 10.

Stefan:

 Zastanawiało mnie zachowanie Damona. On przecież nie troszczył się o nikogo poza sobą, a już najmniej to on troszczył się o Caroline. Nie raz próbował ja zabić, a teraz staje się jej wybawcą. Nie pasuje mi to do niego. Czyżby on znów coś kombinował? Jeżeli tak faktycznie jest, Klaus bez mrugnięcia okiem wyrwie mu serce, w tym wypadku nie pomoże Caroline ani nikt inny. Stałem w progu jej pokoju obserwując jak śpi, wyglądała tak niewinnie i bezbronnie. Była dla mnie jak młodsza siostra, której nigdy bym nie dał skrzywdzić. Cieszyłem się, że została w pensjonacie z nami, byłem gotów chronić ją za wszelką cenę. Odkąd Klaus upodobał ją sobie znajdowała się w szczególnym niebezpieczeństwie tylko, dlatego że każdy, kto by chciał sprawić ból hybrydzie zacząłby od niej. Wiedziałem, że muszę temu zapobiec. Usłyszałem kroki w salonie, po cichu zamknąłem drzwi i zszedłem do salonu.
- Co z Caroline? – Zaczęła Bonnie dość nerwowo.
- Przeżyje – Odparł Damon bezinteresownie, a raczej starał się żeby to tak zabrzmiało.
- Jest jeszcze słaba, ale raczej psychicznie a nie fizycznie. – Dopowiedziałem. Wzrok Eleny spoczął na mnie.
- To wszystko, przez co przeszła, to takie straszne. – Wzdrygnęła się Elena na samą myśl.
- Dajcie spokój, jest silna poradzi sobie. – Jak zwykle pocieszył wszystkich mój brat.
- Weź się zamknij, bo to, co się stało jest też twoją winą. – Wysyczała Bonnie a Damon tylko przewrócił oczami.
- Dziewczyny dziękujemy, że przyszłyście. My musimy iść teraz do pierwotnych nie chcę żeby Caroline została sama, a poza tym wątpię żeby Marcel na tym skończył. On może mieć coś w zanadrzu.
- Robimy to dla Caroline. – Minimalnie uśmiechnęła się Bonnie. Wyszliśmy z Damonem i udaliśmy się w stronę rezydencji Mikaelsonów. Cały czas mnie męczyła odmiana Damona, wiec musiałem o to zapytać.
- Dlaczego zacząłeś przejmować się Caroline?
- Wcale nie. – Wyparł się od razu.
- Przecież widzę, martwisz się o nią tak samo jak my. Pomogłeś jej nawet przyjechałeś po nią do Nowego Orleanu. Co ty kombinujesz znowu? – Spojrzałem podejrzliwie.
- Nic nie kombinuje. Elena i Bonnie mnie poprosiły żebym tam pojechał, więc pojechałem. Nie dałyby mi spokoju. – Cały czas się wypierał.
- Nie kłam mnie. Rozmawiałem z Eleną wyszedłeś, kiedy tylko dowiedziałeś się o tej czarownicy. Nigdy nie robisz nic bezinteresownie a zwłaszcza, kiedy chodzi o Caroline. – Założyłem ręce na piersi.
- Bo wyjechała przeze mnie.
- No właśnie i byłeś z tego powodu zadowolony.
- Nie, udawałem. Czuje i to jest do dupy.  – Odpowiedział a ja zrobiłem pytającą minę. – Ona jest taka, jaki ja zawsze pragnąłem być, oczywiście do póki nie poznałem Kathrine. Przypominała mi o wszystkich dobrych uczuciach, o których ja chciałem zapomnieć. – Westchnął brunet.
- Dlatego ją poniżałeś. – Kiwnąłem głową.
- Kiedy wygarnęła mi wszystko w twarz, była dla mnie jak moje uśpione sumienie. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogę się z nią przyjaźnić. – Wyjaśniał mi.
- Dlatego ją odpychałeś i chciałeś zabić. – Spojrzałem mu w oczy.
- Kiedy wyjechaliście, piłem i żyłem jak dawniej. Ale ta dziewczyna obudziła we mnie to, co wyrzuciłem z siebie. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia, do tego przez moje wybujałe wyobrażenia ona wyjechała i się w to wpakowała. Musiałem po nią pojechać. – Damon chyba mówił prawdę, byłem zdziwiony, ale Caroline była niezwykła. Dla mnie była jak siostra z każdego w koło wydobywała najlepsze cechy. Byłem dumny, że mój brat, choć w takim stopniu się zmienił.
- Dlaczego nie przyszedłeś z tym do mnie? – Zapytałem, w końcu byliśmy braćmi.
- Bo to moja sprawa, a poza tym chciałem uniknąć twojego poważnego spotkania i tych wszystkich pytań.
- Nie martw się ochronimy ją. – Poklepałem go po ramieniu.
- To jest pewne. – Przewrócił oczami Damon.
Po kilku minutach dotarliśmy do pierwotnych i powoli weszliśmy. Oboje siedzieli już w salonie popijając pewnie whisky.

Caroline:
Wstałam powoli z łóżka. Przetarłam oczy. Tak naprawdę nie miałam ochoty nic robić. Powoli rozejrzałam się po pokoju, nikogo nie było. Wzięłam głęboki oddech i zeszłam do salonu. Dobrze być w domu. Nie mogłam uwierzyć, przy kominku siedziała Bonnie i Elena. Spojrzały na mnie, rzuciłam się w ich objęcia. Łzy zaczęły mi się cisnąć do oczu, powstrzymywałam je.
- Tak dobrze was widzieć. – Wykrztusiłam z siebie.
- Tęskniłyśmy Caroline Forbes. – Powiedziały niemal chórem.
- Wiemy, co się stało. Jak się czujesz? – Kontynuowała Elena, rozsiadłyśmy się w salonie.
- Bywało lepiej. – Powiedziałam. – Dam radę. Przecież mam najwspanialsze przyjaciółki na świecie.
- To prawda. – Prychnęła Bonnie.
- Caroline jest 15 a ty jesteś jeszcze w piżamie i bez makijażu. Idź się przebrać, bo idziemy do Grilla. – Zarządziła Elena.
- Naprawdę, nie mam ochoty wychodzić.
- Nie pozwolimy ci się zamknąć w domu i przeżywać tego, co się stało. Odcinamy się od tego i dzisiaj oblejemy to. – Postanowiła Bonnie.
- Dobra, dobra. Spotkamy się o 18 w Grillu a ja idę się przyszykować. – Powiedziałam zrezygnowana.
- Jesteś pewna, że możesz zostać no wiesz… sama? – Zapytała delikatnie wiedźma.
- Ej nie jestem małą dziewczynką. Jest w porządku. – Pożegnałam się z dziewczynami.
Poszłam się szykować. Musiałam wyjść wcześniej i porozmawiać z Klausem, każdy upiera się przy tym, że on coś do mnie czuje i do tego ten nieszczęsny pocałunek. Zrobiło mi to mętlik w głowie. Nienawidziłam go a teraz czułam, że jest moim przyjacielem. Mogłam na nim polegać i bałam się, że jeśli za blisko się do mnie zbliży ja mu zaufam on w końcu mnie zawiedzie a ja będę cierpieć, po raz kolejny. To była jakaś masakra to, co się działo w mojej głowie to istny wybuchający wulkan.

Klaus:
Wszyscy byliśmy zgodni, Marcel może wrócić ty w każdej chwili a moja ukochana musiała być bezpieczna. Przy mnie nie była każdy mój wróg będzie chciał skrzywdzić Caroline, dlatego była bezpieczna z Salvatorami. Oni ją będą bronić. Szkoda tylko, że nie mogłem mieć jej, blisko, ale kiedy pozbędę się mojego wroga nie pozwolę jej odejść. Jeszcze będzie moja na wieki.
- Gdzie Kol i Rebekah? – Zapytał Stefan.
- W pobliżu Nowego Orleanu. Obserwuje współpracowników Marcela ma tam znajomego. Jeśli zbliży się do Mystic Falls będziemy wiedzieć pierwsi, i wtedy też wróci Kol. – Odpowiedziałem.
- a Rebekah wróci za kilka dni, postanowiła wybrać się na wakacje nie chcę, aby mieszała się w nie swoje sprawy.  – Dokończył Elijah.
- No to mamy wszystko ustalone. – Klasnął w dłonie Damon.
- Tak, będziemy was informować na bieżąco, tak jak wy nas. – Skwitowałem a bracia opuścili nasz dom.
- Wszystko będzie dobrze. Niedługo Caroline do nas wróci. – Poklepał mnie po ramieniu Elijah.
- Polubiłeś ją prawda? – Zapytałem.
- Jak my wszyscy, to wyjątkowa dziewczyna.
Uśmiechnąłem się i poszedłem do swojej sypialni, na parapecie siedziała moja ukochana. Byłem zachwycony, przyszła sama nikt jej nie zmuszał.
- Witaj kochana.
- Klaus – szepnęła, jej głos był cudowny. W jej ustach moje imię brzmiało cudownie. Każde słowo w jej ustach brzmiało lepiej.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu musiałam tu przyjść i porozmawiać.- Powiedziała cicho.
- Przepraszam za to, co się stało, że cię nie ochroniłem. – Było mi ciężko to mówić, ale taka była prawda zawiodłem.
- Nie to nic. Dziękuję, że nie dałeś mnie zabić. – Wstała i podeszła do mnie
- Nie miałem innego wyjścia, nawet Elijah cię polubił. – Uśmiechnąłem się delikatnie. – Jak się czujesz?
- Dobrze jest w porządku. – Powiedziała beznamiętnie.
- Nie wyglądasz jakby było w porządku. – Spojrzałem w jej piękne niebieskie oczy.
- Pocałowałeś mnie, nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. – Pokiwała głową.
- To był impuls i nie żałuje. – Kiedy to powiedziałem dziewczyna spuściła głowę.
- Dobrze rozumiem, ale ja nie potrafię i nie mogę być z tobą. To wszystko mnie za dużo kosztuje. Przynajmniej nie teraz. Nie wiem, co czuje i potrzebuję czasu żeby do tego dojrzeć. Musze odnaleźć najpierw siebie.
- Uszanuję twoje zdanie. – Co miałem innego powiedzieć, tylko to był klucz do jej serca. Dam jej tyle czasu ile potrzebuje. Pocałowała mnie w policzek.
- Ale jesteśmy przyjaciółmi. – Powiedziała Caroline. Uśmiechnąłem się, byłem coraz bliżej celu. Zniknęła.
Kamień spadł mi z serca. Teraz przyjaźń a już nie długo miłość.

Caroline:
Ta rozmowa mnie rozluźniła. Przyjaźń to teraz jedyne, na co mogłam sobie pozwolić i tak zostanie przynajmniej dopóki nie uspokoję myśli. Nie odkryje, co czuję i nie poukładam swojego życia. Weszłam do Grilla a tam już była Bonnie i Elena a Matt i Jer byli za barem. Oboje mnie wyściskali gdybym nie była wampirem chyba by mnie udusili. Dziewczyny już zamówiły nam tequilę. Uśmiechnęłam się i zaczęłyśmy pić. Przesiadłyśmy się do stolika.
- No to co mnie ominęło? – Zapytałam popijając trunek.
- Bonnie znowu jest z moim bratem – Wypaplała Elena. Zaśmiałam się.
- Moje gratulacje Bon. – Uściskałam ją. – Eleno a ty już wybrałaś któregoś z braci? – Byłam taka ciekawa.
- Postanowiłam dać im obu wolność. Jak ty to mówiłaś: Będzie, co ma być. Jeśli któryś z nich jest mi przeznaczony to będziemy razem, jeżeli nie to każdy z nas będzie szczęśliwy poza tym trójkątem - Odpowiedziała uśmiechając się.
- Dobra decyzja. – Powiedziałam z dumą. – Prawda B.Bennet?
- Tak to prawda, widzisz w końcu zmądrzała, to nasz wpływ dał jej trochę oleju do rozumu. – Zaśmiałyśmy się wszystkie.
- Tak to nasza zasługa. – Potwierdziłam.
- Bez was bym chyba zginęła. – Odpowiedziała brunetka.
- Jak my wszystkie, bez naszej przyjaźni byłybyśmy puste. – Zakończyłam to podsumowaniem. Przytuliłyśmy się. Później wspominałyśmy stare czasy te mniej demoniczne jak to nazywam. Śmiałyśmy się i piłyśmy alkohol. Po jakimś czasie dosiedli się do nas bracia Salvatore.
- Damon i Stefan. – Spojrzałam na nich.
- Co wy tu robicie. – Zaśmiała się Elena.
- Caroline wracamy do domu, miałyście jej pilnować a nie wyciągać do baru, gdzie mogą być sługusy Marcela. – Spojrzał karcąco Damon, dziewczyny się zmieszały.
- Nie pomyślałyśmy o tym. – Spuściła głowę Elena. Bonnie przysporzyła krótki ból głowy Damonowi. Zaśmiałam się.
- Widzisz mam czarownicę, która mnie broni. – Wzruszyłam ramionami.
- Dobra, dobra zrozumiałem. – Powiedział i zaczął masować sobie skronie. – A teraz wychodzimy.
- Stefan nie chcemy jeszcze iść, tyle alkoholu do wypicia. – Spojrzałam błagalnym wzrokiem na niego i na Damona.
- Dobra, jeśli Stefan się zgodzi posiedzimy jeszcze trochę, musze napić się whisky. – Poszedł do baru.
- W porządku Caroline, ale potem grzecznie wrócimy do domu. – Niemal zażądał Blondyn.
- Jasne, jesteś najlepszy. – Uściskałam go i poszłam po kolejną butelkę alkoholu i po kieliszki.
Usiedliśmy w piątkę, później doszedł do nas Matt i Jeremy. Byliśmy jak najprawdziwsza paczka przyjaciół. Chciałam, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Jednak pora była wracać do domu. Dziewczyny wracały z resztą chłopaków a ja z braćmi.
- Jak możesz być tak nieodpowiedzialna. – Zaczął Damon, po powrocie do domu.
- Nic mi się nie stało. – Odparłam
- Nie chodzi o to po prostu szukaliśmy cię kilka godzin myśleliśmy, że znowu coś ci grozi. – Tłumaczył Stefan.
- Trzeba było zadzwonić. – Spojrzeli na siebie i zaśmiali się, oboje zapomnieli użyć telefonu.
- Masz rację. – Uśmiechnął się Stefan.
- Dziękuję wam za troskę i naprawdę dziękuję wam za pomoc wtedy. – Nie mogłam się powstrzymać i przytuliłam ich obu.
- Dość już, nie jestem miękki ja się nie przytulam. – Zaczął kręcić nosem Damon.
- Zamknij się w końcu, każdy to lubi a ty nie masz wyjścia. – Przytuliłam go jeszcze raz, na złość. Oboje czuliśmy, że wszystko, co kiedyś się stało nie ma teraz znaczenia. Zostaliśmy przyjaciółmi.
- Więc Caroline, co masz ochotę robić? – Zapytał Stefan.
- Jak to, co upijmy się. – Uśmiechnęłam się.
- Mi to pasuję, pójdę po krew. – Zaproponował Damon.
- Ja uszykuję whisky. – Wydusił Stefan.
- A ja usiądę i poczekam aż wszystko zrobicie. – Rozsiadłam się na kanapie. Po ich przyjściu zaczęliśmy pić i opowiadać sobie głupoty. Takiego wieczoru mi brakowało.

                                                                                   
Kolejny rozdział jak się podoba? 
Następny będzie na koniec tygodnia lub w przyszły poniedziałek.