wtorek, 29 października 2013

Chapter 17.

 Marcel:
Udało mi się. Wróciłem z martwych. Davina się postarała. W końcu obiecała mi to, ja ochroniłem ją, kiedy była dzieckiem a ona pomaga mi do teraz. W miejscu, w którym przebywa, jest chroniona czuje się bezpiecznie. To ona informuje mnie, kiedy ktoś używa czarów, pomaga mi mieć władze w dzielnicach Nowego Orleanu. Gdyby wiedziała, że morderstwo ich rodziców sam zaplanowałem, a ją po prostu pozyskałem nieźle by się wkurzyła. Jak ona to mówi Jest moją dłużniczką do końca swoich dni. To było mi bardzo na rękę. Tak naprawdę tylko dzięki niej miałem władze. Byłem pewien, że Klaus będzie chciał odzyskać władzę i na pewno będzie starał się pozyskać moją wiedźmę. Jednak ja miałem plan, odebrałem mu królestwo, odebrałem mu prawie wszystko, co chciałby teraz mieć. Została tylko jego jedyna słabość. Czy mam ją zabić i skazać się na gniew hybrydy? Czy udawać, że wybaczyłem jej. Pozyskać zaufanie dziewczyny i zdobyć ją sprzątając mu ją z przed nosa. Przyjemne z pożytecznym, jak to zwykle mawiam. Uśmiechnąłem się szeroko na samo wyobrażenie mojego planu. Zobaczyłem wchodzącego pierwotnego do baru.
- Klaus przyjacielu. Co ty tu robisz? – Poklepałem go po ramieniu.
- Wróciłem do Nowego Orleanu, i nie mam zamiaru się wynosić. – Prawie warknął na mnie mężczyzna.
- Rozumiem jesteś tu gościem, w końcu wychowałeś mnie. – Podałem mu szklankę z alkoholem.
- Może, więc zdradzisz mi jak udało ci wyrwać z objęć śmierci. – Zapytał ciekawy.
- Mam kogoś potężnego po swojej strony. Ale to na razie moja tajemnica. – Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, chociaż nie Klausowi musiałem być ostrożny. Dopiero, kiedy wybije mu z głowy pomysł odebrani mi tronu, znów zaprzyjaźnię się z nim.
- Rozumiem. A co z Caroline, jutro powinna być w mieście. – Widocznie ta sprawa nie dawała mu spokoju.
- Wziąłem pod uwagę to, że miała wyłączone uczucia i chciała pokazać, jaka jest silna. Dlatego postanowiłem ją ułaskawić. Jestem w końcu w pewnej części też człowiekiem. Nie tyranem. – Poklepałem go po ramieniu.
- I nie skażesz jej na śmierć jak wszystkich w takim przypadku? – Dopytywał, chyba nie zaczął nic podejrzewać.
- Postanowiłem zrobić wyjątek, jako że znowu złączyliśmy się jak rodzina. Jest twoją znajomą, więc postanowiłem dać jej szansę. Ale jak nawywija to koniec z nią.
- Nic się nie stanie, włączyła człowieczeństwo. Jest dawną Caroline. – Uśmiechnął się sam do siebie, teraz byłem pewny, że jest jego słabością.
- Wierzę ci.  W końcu nie od dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi. – Upiłem łyk trunku. – Wpadniesz wieczorem.
- Postaram się. – Odparł mieszaniec, po czym opuścił bar.
Byłem dumny z siebie. Chyba nic nie podejrzewał. To działało na moją korzyść. Niedługo w mieście będzie słodka wampirzyca. Rozkazałem moim ludziom dostarczyć dziewczynę na plac, na którym odbywały się egzekucje czarownic.

Caroline:
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spałam tak dobrze jak tej nocy. Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Przeciągnęłam się. Dopiero po chwili zauważyłam, że jestem sama. Usłyszałam śmiech z kuchni, to tam były moje przyjaciółki. Zwlokłam się z kanapy, udałam się w stronę głosu. Stanęłam z szerokim uśmiechem oparta o framugę.
- Hej Care, masz tu kawę. – Z uśmiechem powiedziała Elena podając mi kubek.
- Marzyłam o tym. – Upiłam łyk kawy.
- Dziewczyny muszę wam o czymś powiedzieć. – Zaczęła dość nieśmiało Bon.
- Słuchamy. – Powiedziałam spoglądając na nią.
- Rozmawiałam dzisiaj rano z Jerremym i postanowiłam dojechać do was trochę później, dojadę po pierwszych zajęciach i będziemy jeszcze mieć swoją wolność. Tyle było zamieszania, że nie mieliśmy szansy się sobą nacieszyć. Mam nadzieję, że rozumiecie mnie.
- Jasne, że tak. – Wpadła w jej ramiona brunetka.
- Ale i tak będziemy tęsknić i to bardzo mocno. – Dołączyłam do przyjaciółek, każdej z nas zakręciła się w oczach łza. Chyba byśmy się rozpłakały jak dzieci, gdyby nie nagłe wejście Damona.
- Szkoda, że nie zaprosiłyście mnie do waszego trójkąta. – Jak zwykle z nutą ironii Damon.
- Możesz pomarzyć. – Wystawiłam język do niego.
- Barbie zbieraj się. Musisz się spakować jutro wyjazd. – Jak zwykle oganiał mnie brunet.
- Jezu nie marudź. Daj mi 5 minut. – Zniknęłam, musiałam się ubrać. Pożegnałam się z dziewczynami i wraz z wampirem pojechaliśmy do mnie. Mamy niestety nie było. Powoli pakowałam rzeczy a Damon wynosił to, co zapakowałam. Później przyszła kolej na pensjonat. Pakowanie się nie miało końca. Pakowanie i odkładanie, przekładanie. Po następnych godzinach wszystko było gotowe. Zeszłam do salonu i opadłam na kanapę.
- Jak pakowanie. – Zagaił Stefan kładąc sobie moją głowę na kolana.
- W końcu skończyłam. A wiesz, że Bonnie dojedzie później do nas. Chce pobyć jeszcze trochę z Gilbertem. – Spojrzałam mu w oczy.
- Nie ma, co się dziwić. Kochają się.
- A czemu wy też z nami jedziecie? – Zapytałam ciekawa.
- Bo bez was będzie tu nudno. – Wtrącił, Damon który wchodził z butelką whisky.
- Poważnie pytam!
- Bo staliśmy się w pewnym sensie jakąś nieźle pokręconą rodziną. Martwilibyśmy się a poza tym bez ciebie zrobi się tu bardzo nudno. – Ujął to w dyplomatyczny sposób Stefan.
- No ok. - Wstałam w jednej sekundzie.
- A ty, dokąd znowu? – Wysyczał zdziwiony Damon.
- Jak to, dokąd? Do Grilla, musze się pożegnać. – Wzruszyłam ramionami. Jakby to była oczywiste.
- Może być zabawnie. – Wzruszył ramionami Damon. Obaj bracia towarzyszyli mi. Kiedy weszliśmy do Grilla, byli tam wszyscy. Elena, Bonnie, moja mama, Matt, Jerr a nawet April. To były długie i płaczliwe pożegnanie do tego zakrapiane dużą ilością alkoholu. Kiedy wróciliśmy do domu zaczynało już świtać. Zebrałam jeszcze kilka rzeczy, wpakowałam do swojego samochodu.
- Caroline, co ty jeszcze robisz? – Zapytał Stefan z poważną miną.
- Pakuje jeszcze rzeczy. Do samochodu. – Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Nie mamy już miejsca. – Wtrącił Damon.
- Pakuje do swojego samochodu. – Oboje zrobili zdziwioną minę. – My z Eleną jedziemy moim samochodem. A wy jedziecie samochodem Damona. Spotkamy się na miejscu.
- Caroline nie taka mieliśmy umowę. – Wysyczał Stefan zaskoczony, moją wypowiedzią.
- Tak, ale plany się zmieniły. – Wzruszyłam ramionami.
- Nie Caroline. Nie zmieniamy planów. – Niemal warknął Damon, spoglądając na swojego brata z tajemniczą miną.
- O co chodzi. Widzę, że coś jest nie tak.
- Po prostu, nie chcemy nic zmieniać. Jeszcze się pogubimy czy coś. – Odpowiedział wymijająco Stefan.
- Jesteście stuknięci. Będziemy jechać zaraz za wami. – Powiedziałam to na odczepne. Widziałam ulgę w ich oczach.
- Niech ci będzie. – Machnął ręką młodszy wampir. Uściskałam ich i poszłam się przespać. Obudziły mnie wibracje telefonu. To Elena. Już czekała. Wzięłam szybki prysznic i zrobiłam delikatny makijaż. Ubrałam białe spodenki i miętową luźną bluzkę na szerszych na ramkach. Chwyciłam w rękę czarne szpilki i skórzaną kurtkę. Spakowałam potrzebne rzeczy do torebki i chciałam się wymknąć. Z Eleną chciałyśmy wyjechać kilka godzin przed naszymi towarzyszami, żeby zalokować się w akademiku. Zeszłam po cichu na dół. Nie było nikogo.  Uśmiechnęłam się otwierając drzwi wyjściowe. Poczułam dotyk na moich biodrach. Ugryzłam się odruchowo w język.
- Dokąd się wybierasz Blondie? – Zapytał zadowolony Damon.
- Ja no wiesz. – Zaczęłam się plątać w słowach. – Po Elenę.
- Bez butów. – Zauważył wchodzący właśnie Stefan. – Chciałaś się wymknąć i jechać bez nas.
- Nie ja po prostu nie chciałam was budzić. – Odsunęłam się o kilka kroków patrząc na nich.
- Caroline, nie umiesz kłamać. – Stwierdził sceptycznie Damon.
- Za to ty kłamiesz jak z nut. – Ubrałam buty. – Koniec dyskusji. Jedziemy.
Zebraliśmy się, pojechaliśmy po Elenę. Ja z przyjaciółką ruszyłyśmy z miasta, oczywiście zaraz za braćmi Salvatore. Zbliżałyśmy się do Nowego Orleanu, czułam się jakby to była chwila. Przez całą drogę wygłupiałyśmy się w samochodzie. Śpiewałyśmy, rozmawiałyśmy. Zapowiadał się naprawdę świetny okres w naszym życiu. Kiedy wjechaliśmy do miasta ktoś zatrzymał nasze samochody tuż przy rynku. Wysiadłyśmy i dołączyłyśmy do wampirów.
- O co tu chodzi? – Zapytałam.
- To ta wampirzyca. – Wskazał na mnie ciemnoskóry mężczyzna. W jednej chwili znalazłam się w żelaznym uścisku. Wampira. Musiał być dużo starszy ode mnie, bo pomimo prób nie mogłam się wyrwać. W oczach przyjaciół zobaczyłam bezradność. Nieznajomy wprowadził mnie na środek placu, na jakiś drewniany podest. Rzucił mnie na kolana, a ja ujrzałam nad sobą Marcela.
- Co tu się dzieje do cholery? – Zapytałam wstając.
- Droga Caroline, powstałem z martwych. – Szeroko wyszczerzył zęby. Nie cierpiałam tego.
- Więc to jest ten moment, gdy mnie mordujesz wyrywasz mi serce tak jak ja tobie. – Zapytałam udając obojętność, ale w środku cała drżałam.
- Nie Caroline. Wybaczam ci. – Powiedział bardziej do tłumy zebranego na placu niż do mnie.
- Co ty kombinujesz? - Zapytałam zakładając ręce na piersi.
- Nic Skarbie. Od dzisiaj jesteś moim gościem tak jak i twoi przyjaciele.
- To dlaczego są trzymani siłą? - Uniosłam brew do góry.
- Puśćcie ich. - Rozkazał ciemnoskóry. - Od dzisiaj Caroline i jej przyjaciele ,są naszymi gośćmi ,jeśli chociaż włos z głowy im spadnie odpowiecie przede mną. - Spojrzał na mnie uśmiechając się w dalszym ciągu. Damon wparował koło mnie a za nim Stefan i Elena. Powstrzymałam przyjaciela przed misją samobójczą. Odeszliśmy i wsiedliśmy do samochodów. Byłam roztrzęsiona. Tym razem pojechałam z Damonem. Od razu pojechaliśmy odłożyć rzeczy a później postanowiłam wybrać się na przejażdżkę. Skierowałam się do rezydencji Mikaelsonów.

Przepraszam za taką zwłokę w pisaniu. Miałam dużo na głowię, włącznie ze szkołą. Postaram się jak najszybciej dodać rozdział na drugi blog. A coś koło soboty pojawi się rozdział 18. Tymczasem zapraszam do komentowania. 

piątek, 18 października 2013

Chapter 16.

Caroline:
Uciekłam po raz kolejny od Klausa. Nie potrafiłam przy nim być sobą, przy nim chciałam i pragnęłam więcej. To było chore. Dlatego nie mogła pozwolić, żeby to uczucie się rozwinęło. Wiedziałam też, że on mnie kocha i jest gotów poświęcić dla mnie naprawdę dużo, ale czy na tym polega miłość? Na ciągłym poświęcaniu się dla tej drugiej osoby? Na ciągłej rezygnacji z czegoś, na czym nam zależy? O czym ja w ogóle myślałam. Przecież to Klaus Mikaelson, najpotężniejsza postać chodząca po tej ziemi, otrząśnie się i znajdzie sobie inną młodą wampirzyce. A ja umrę w samotności otoczona kotami. Prychnęłam stając pod drzwiami pensjonatu. Weszłam przyklejając uśmiech do twarzy.
- Caroline! -  Usłyszałam ciepły głos, Eleny gdy mnie tylko zobaczyła.
- Znalazła się nasza zguba. – Spojrzał na mnie Damon. Dopiero później zauważyłam Elijaha i moje przyjaciela.
- O co wam chodzi? – Zapytałam z uśmiechem.
- Zniknęłaś z Grilla martwiliśmy się. – Wytłumaczył całe zgromadzenie Stefan.
- Jestem cała i zdrowa z buzującymi emocjami w głowie. – Rzuciłam torebkę na stół.
- No więc… - Ciągnęła brunetka.
- Powiem ci, ale wieczorem dobrze? – Spojrzałam w jej oczy. – A teraz idź, przygotować dom, zaopatrz w alkohol czy coś tam jeszcze.
- Dobra już idę. Widzimy się wieczorem. – Uśmiechnęła się i zniknęła.
- Bez tłumaczeń się nie obejdzie. – Powiedział Damon. Cicho jęknęłam krzywiąc się.
- Caroline, chcemy wiedzieć, co się dzisiaj stało. – Powiedział Stefan a wszyscy wlepiali we mnie wzrok.
- Nic złego się nie stało, chciał porozmawiać. – Przecież nie mogłam powiedzieć im wszystkiego, sama jeszcze tego nie rozumiałam.
- To nie mógł cię wziąć na kawę? Tylko tak no wiesz? – Uniósł brew do góry Damon.
- No właśnie to samo mu powiedziałam. – Opadłam na kanapę i położyłam nogi na kolana Damona.
- Nie za wygodnie? – Zapytał, po czym zaśmialiśmy się.
- Na pewno Caroline, mój brat niczym cię nie uraził? – Cały czas dociekliwie pytał Elijah.
- O co wam kurde chodzi, zachowujecie się jakbyście byli moimi starszymi braćmi a ja nastolatką wracającą z pierwszej randki. Naprawdę gdyby było coś nie tak to przyszłabym do was z problemem. – Spoglądałam na jednego po drugim, miałam nadzieję, że dotarło.
- Czy ty zawsze musisz być taka uparta? – Zapytał pierwotny.
- Tak. – Zaśmiałam się. – Macie może jakieś dobre wieści?
- Tak nawet kilka. Wszyscy wyjeżdżamy do Nowego Orleanu. Będę studiował z wami a dziewczyny pojechały nie szykować pokój tylko dom koło uczelni. – O wszystkim poinformował mnie Stefan, bardzo się ucieszyłam. Nie chciałam zostawiać przyjaciół i cieszę się, że będą blisko.
- A wy pierwotni, zostajecie w Mystic Falls ? – Zagryzłam dolną wargę z ciekawości.
- Nie my również wyjeżdżamy mamy tam dom do odbudowania. – Wstał powoli. – Czas na mnie. Caroline, cieszę się, że wróciłaś i wszystko jak widzę jest w porządku.
Pierwotny wyszedł a ja zostałam z Salvatorami.
- Nawijaj. – Zaczął Damon. Wiedziałam, o co chodzi, ale olałam to.
- Bardzo się cieszę, że pojedziecie na studia. – Poczochrałam mu włosy i poszłam szykować na nocowanie u Eleny. Uśmiechnęłam się. Czy to możliwe, że wszystko skończy się dobrze. Czas tak szybko leciał, usłyszałam jak z dołu woła mnie brunet pytając czy jestem gotowa. Właściwie to już mogłam wychodzić, ale dla pewności jeszcze wszystko sprawdziłam. Pożegnałam się ze Stefan i wyszliśmy. Damon odwiózł mnie pod dom Gilbertów.

Klaus:
Przejechałem palce po moich wargach, gdzie jeszcze nie dawno spoczywały słodkie usta wampirzycy, były takie miękkie i delikatne. Teraz byłem pewien, zakochałem się w tej dziewczynie po uszy. Mam nadzieję, że będę w stanie ją przełamać, czy to żeby ją zdobyć mam zamienić się w Stefana, którym tak gardziłem przez miłość do tej całej Eleny? Aż tak nie umiem się przełamać, dalej jestem wstanie zabić każdego, kto mi się sprzeciwi.
- Co zaszło tobą a tą małą wampirzycą. – Rzucił od niechcenia Kol, który właśnie wrócił z baru, cuchnął alkoholem na kilometr.
- Nie twoja sprawa bracie. – Uśmiechnąłem się zadziornie.
- Niklaus. Teraz możemy wrócić do Nowego Orleanu. – Wspomniał Elijah siadając ze szklanką krwi w ręku.
- Nie zostawię Caroline. Nie po tym jak wyznała, że czuje coś do mnie. – Spojrzałem na brata, na jego twarzy wyraźny uśmiech.
- Co to znaczy bracie? – Zapytał nie kryjąc satysfakcji.
- Powiedziała, że jej zależy, ale boi się, że zrobi coś złego albo stanie się kimś złym. – Spojrzałem mu w oczy.
- Właśnie Nik przy tobie jest to bardzo możliwie. – Zaśmiał się Kol.
- Zamknij się. – Jęknąłem nie mogąc słuchać własnego brata, był taki niedojrzały.
- Caroline też wyjeżdża do Nowego Orleanu na studia. – Wyznał najstarszy z naszym braci.
- Więc powinniśmy się szykować do wyjazdu. – Powstałem i przeszedłem się po salonie.
Czas na zmianę otoczenia, odzyskam miasto i zasiądę na tronie ze swoją królową.

Caroline:
Wszystkie byłyśmy już u Eleny, uszykowałyśmy przekąski, alkohol, krew i filmy do wyboru. To był wieczór taki, o jakim marzyłam od dawna. Na reszcie mogłam wrzucić na luz. Zaczęłyśmy przygotowywać kolorowe drinki z palemkami. Dolałam krwi do dwóch drinków, dla siebie i dla jednej z moich przyjaciółek.
- A teraz mów jak było z Klausem. – Zaświeciły się oczy jednej z brunetek.
- No wiecie, tak jak z Klausem. Najpierw mówił, że jestem ważna dla niego i tak dalej a potem mnie pocałował.
- Co? – Obie moje przyjaciółki były przejęte tą informacją. – A ty, co na to?
- Oddałam pocałunek, ale przerwałam i uciekłam. – Wyznałam zgodnie z prawdą.
- Wiemy, że to Klaus i zrobił więcej złego niż dobrego. Ale był przy tobie i pomagał, kiedy tego potrzebowałaś. – Powiedziała dość cicho Bonnie.
- A jeżeli masz być szczęśliwa z nim to idź i bądź szczęśliwa. Odkąd się w tobie zakochał przestał strać się nas pozabijać. – Zaśmiała się druga z moich przyjaciółek.
- Boję się, boję się, że stanę się przy nim tak samo zła jak on.
- O to nie musisz się bać, bo komu, jak komu ale tobie to nie grozi. Przytłaczasz wszystkich swoją dobrocią. – Mówiły jedna przez drugą, a mi się ciepło na sercu zrobiło jak to usłyszałam.
- Lepiej mówcie, dlaczego nie powiedziałyście mi o tym, że wszyscy jedziemy na studia?
- To miała być niespodzianka. Przez tyle przeszłaś ostatnio, że stwierdziliśmy, że to będzie super pomysł. – Szeroko uśmiechnęła się mulatka.
- I jest. W końcu został nam czas do końca tygodnia. – Wzruszyłam ramionami.
- Wyjeżdżamy po jutrze Care. Straciłaś poczucie czasu. – Uprzytomniła mi to Elena. Uderzyłam się w czoło. Jutro czeka mnie mnóstwo roboty. Ale teraz miałam zamiar nawalić się z moimi dziewczętami.

Damon:
Musiałem iść pozbyć się ciała, tego całego Marcela. Wczoraj nie miałem na te czasu, trzeba było sprowadzić Caroline. Odłożyłem to na dzisiejszy wieczór, wziąłem ze sobą Stefana. Podeszliśmy do jego samochodu, bo tam ukryłem biedaka bez serca. Zamek w klapie był wyłamany, spojrzeliśmy na siebie z bratem. Powoli otworzyłem bagażnik a tam zostaliśmy jedną wielką pustkę. Nie było ani Marcela ani jego serca.
- Co do cholery? – Wyrwało mi się.
- On zniknął. – Powiedział po cichu mój brat.
- Brawo za spostrzegawczość Steff. – Zadrwiłem z niego. – Widzę to przecież, ale jakim cudem?
- Ktoś musiał go ożywić a to znaczy, że Caroline ma kłopoty. – Wydusił z siebie z miną zbitego psa.
- Dzwoń do Klausa. – Byłem niezadowolony, ale to było jedyne wyjście. – Nic lepszego nie wymyślimy.
Weszliśmy do pensjonatu wampir posłusznie zadzwonił do mieszańca. Nie musieliśmy długo czekać aż ten zjawił się u nas, ze swoim starszym bratem.
- Z czym macie problem znowu? Pokłóciliście się o to, co spakować na podróż i postanowiliście zasięgnąć rady u kogoś starszego i mądrzejszego? – Hybryda była ironiczna. Spojrzeliśmy na niego.
- Chodzi bardziej o kogoś ciemnoskórego i krwiopijczego. – Pokręciłem głową.
- Marcel? – Cały czas się uśmiechał. – Jaki macie problem z pozbyciem się ciała?
- Taki, że nie da się pozbyć ciała bez ciała. – Odpowiedziałem dość ironicznie.
- Poszliśmy się go pozbyć, ktoś wyłamał zamek a Marcela nie było. – Dokończył za mnie Stefan.
- Chcecie mi powiedzieć, że zgubiliście ciało Marcela? – Podchodził coraz bliżej mnie mieszaniec.
- Skąd mieliśmy wiedzieć, że trup sam zniknie? – Prychnąłem na niego, momentalnie przycisnął mnie do ściany, trzymając za gardło i z każdą chwilą coraz mocniej zaciskając dłoń. Nie mogłem złapać oddechu. W oczach Mikaelsona malował się mord. Stefan rzucił się, aby mi pomóc, jednak jego to nie wzruszało. Uścisk pozostawał żelazny.
- Niklaus. Puść go! – Zareagował Elijah. – Niklaus!
W końcu odpuścił. Osunąłem się na ziemię kaszląc i próbując złapać oddech.
- Jeśli ktoś mu pomógł to musi być wyjątkowo potężny. To musi być ta jego tajna broń. – Zwrócił się Klaus w stronę swojego brata.
- Myślisz, że to Davina? – Ciągnęli swój dialog.
- Kto to jest Davina? – Zapytał, Steff poklepując mnie po ramieniu.
- Chodziły plotki, że Marcel ma po swojej stronie jedną z najpotężniejszych czarownic. Jeżeli to prawda i jest tak potężna jak mówią to, dlatego Marcel kontroluje prawie cały Nowy Orlean i bez problemu ta wiedźma mogła go wskrzesić. – Opowiadał najstarszy Mikaelson. Jakby to była Bajka, czy coś absurdalnego.
- Musimy tam jechać i to sprawdzić. – Warknął Klaus, jego brat skinął głową a ci zbierali się do wyjścia. Stefan ich zatrzymał.
- Co z Caroline, wyjedziesz tak bez pożegnania? Znowu?
- Nie powiedziałem, że się nie pożegnam, ale dzięki za czujność przyjacielu. – Zaśmiałam się i wyszli.
- Więc co teraz? – Kolejne pytanie wydobyło się z ust blondyna.
- Zacznijmy się pakować i może lepiej nie mówmy o tej sprawie nikomu a na pewno nie Caroline.
W tej sprawie byliśmy zgodni. Nie mogliśmy nikomu powiedzieć, aby nie siać paniki. Rozeszliśmy się do swoich pokojów i zaczęliśmy przygotowywać się do podróży.

Caroline:
Tańczyłyśmy z Bonnie na środku stołu w piżamach a Elena nagrywała wszystko na swój telefon. Wysyłałyśmy jej całuski i robiłyśmy różne śmieszne rzeczy. Przez cały czas się śmiałyśmy pewnie, dlatego że byłyśmy już nieźle wstawione. Rozległo się pukanie do drzwi, u mnie w głowie to było coś jak łomotanie. Elena poszła otworzyć a my położyłyśmy się patrząc w sufit.
- Caroline do ciebie. – Zawołała mnie przyjaciółka.
- Nie zamawiałam pizzy ani nic innego. – Wybuchnęłyśmy śmiechem wraz z zaprzyjaźnioną wiedźmą.
- Poważnie Care, to do ciebie. Sądzę nawet, że dość ważne. – Przewróciłam oczami i wyszłam mijając Elenę w przejściu. To Klaus. Zdziwiłam się i spojrzałam w jego przejrzyste oczy.
- Co ty tu robisz? – Zapytałam, wciąż byłam zdenerwowana na niego po dzisiejszym pocałunku.
- Przyszedłem się pożegnać. – Był jakiś taki dziwnie spokojny, aż za spokojny.
 - Jak to? – Zdziwiła mnie ta nagła decyzja.
- Musze się zając kilkoma sprawami w Nowym Orleanie. – Zdenerwował mnie tym. Byłam pewna, że skoro tak się do siebie zbliżyliśmy nie wyjedzie tak szybko, że poczeka aż ja wyjadę. Nie wiedziałam, co czułam, ale wiedziałam, że chce mieć go blisko.
- Nie musisz mi się tłumaczyć. – Założyłam ręce na piersi.
- Ne chciałem znów wyjeżdżać bez słowa, bez pożegnania.
- Pożegnałeś się możesz iść.
- Dobrze, więc do zobaczenia. A niedługo się zobaczymy, bo zaczynasz studia kochana. – Szeroko się uśmiechnął, a ja zmiękłam.
- Klaus… - Zaczęłam a on chwycił moją dłoń. – Do zobaczenia.
Musnął ustami wierzch mojej dłoni i odszedł z szerokim uśmiechem. Weszłam do domku, pod drzwiami wysypały się moje dziewczyny.
- Podsłuchiwałyście? – Obdarzyłam je ciepłym uśmiechem, nie mogłabym być na nie zła.
- Ja nie musiałam. – Uniosła w geście obronnym ręce, druga wampirzyca. – Po prostu dotrzymywałam towarzystwa Bonnie.
- Jesteście niemożliwe. Idę się napić. – Wyminęłam je, w salonie rozlałam whisky do trzech szklanek.
- Swoją drogą byłaś wyjątkowo oschła. – Ciągnęła temat Bon.
- Miałam może mu się na szyję rzucić?
- Ale chciałaś. – Zachichotała Elena.
- Nie wiem. Nie! – Wypiłyśmy po łuku alkoholu a mnie przytuliła ciemnoskóra dziewczyna.
- Na wszystko przyjdzie czas Caroline. – Uśmiechnęła się do mnie.
- Właśnie BonBon a co z młodym Gilbertem. – Świdrowałam ją wzrokiem.
- Dobrze, bez dramatów. – Nasza przyjaciółka się uśmiechnęła. – Wieczny miesiąc miodowy. Już za nim tęsknie.
Obie z Eleną westchnęłyśmy głośno. Zaczęłyśmy zrzucać się poduszkami, ale za chwilę opadłyśmy na kanapę.
- Naprawdę chcecie mieszkać z braćmi Salvatore? – Zagryzłam usta z zaciekawienia.
- Coś ty.- Prawie krzyknęła Bonnie.
- Załatwiłyśmy dom. Pięć sypialni, łazienki, salon ogromy salon. Kuchnia i piwnica. A dla nas pokój w akademiku. Taki, o jakim marzyłyśmy od dawna. – Przybiłyśmy piątkę Elenie. To był dobry wybór. Tak bardzo chciałam, aby ten czas stał się zwyczajny, prosty. Studenckie życie, imprezowanie i popełnianie błędów. Potrzebowałam czasu i przestrzeni. Włączyłyśmy komedie romantyczną i wzdychając do głównego aktora zasnęłyśmy jedna na drugiej.

                                                                                              

Zachęcam do komentowania. To wasze zdanie najbardziej napędza do pisania, 
Pozdrawiam :)